Łączna liczba wyświetleń

piątek, 27 września 2013

Rozdział 5

Wyszłam powoli z kościoła i ruszyłam do domu.Pamiętam słowa lekarza....
-on jest w ciężkim stanie... pierwsza doba będzie decydująca.
Te słowa krążyły po mojej głowie.Przyspieszyłam.Chciałam znaleśc się jak najszybciej w domu...W końcu dotarłam na miejsce,przekraczając próg drzwi zauważyłam zaniepokojonych chłopców.
-Co się stało??-spytałam martwiąc się że chodzi o Harry'ego
-Co się stało?? Wyszłaś bez słowa!Martwiliśmy się o ciebie....-powiedział z troską Lou
-Przepraszam ale chciałam byc sama
-no dobrze... ale proszę informuj nas jak wychodzic odkąd uprowadzono cię...martwię się o ciebie.
Czułam się trochę niezręcznie....
-Hanna...możemy się przejśc?-spytał Lou ale ja wyczułam w jego głosie stres.
-no ok-dopiero co byłam na spacerze ale spoko XD
Lou o podszedł do mnie i razem wyszliśmy z budynku.Szliśmy jakiś czas...poszliśmy nad staw. Usiedliśmy na jednej z ławek.Do tej pory milczeliśmy...
-słuchaj...b-b-o ja wiem że znam cię od kilku dni...ale-zatrzymał.W jego głosie wciąż słyszałam stres-Ja sądzę a raczej wiem.... zakochałem się w tobie.Odkąd tylko cie zobaczyłem wiedziałem że jesteś jedyna w swoim rodzaju.Jeśli sądzisz że to za szybko to w porządku... ja się nie narzucam
-Lou ja....do tej pory nie byłam pewna ale teraz wiem...wiem że chce byc z tobą.
Spojrzałam mu w oczy a on w moje.Utonęłam w jego oczach.Nasze usta zbliżyły się do siebie tworząc na początku delikatny lecz potem pełen namiętności pocałunek.Czułam wielką radosc choc wiedziałam że między mną a Lou jest spora różnica wieku.W tej chwili nie miałam wątpliwości...kocham go.Droga powrotna już nie minęła cicho. Szliśmy powoli trzymając się za ręce i rozmawiając o wszystkim i o niczym. Byliśmy szczęśliwi.Rozmawialiśmy o Harrym.Lou martwił się o niego tak bardzo jak ja. Przynajmniej przez tą jedną chwile nie myślałam o tym wypadku.
              Kiedy doszliśmy do domu było już ciemno.Postanowiliśmy że jak tylko z Harry'm będzie lepiej ogłosimy wszystkim że jesteśmy razem :3.Byłam wykończona.Marzyłam aby wskoczyc w swoją cieplutką piżamkę i otulic puchatą kołdrą.Lou i ja rozeszliśmy się w swoje strony.On poszedł do swojego pokoju (chyba...) a ja ruszyłam pod prysznic.Chłopcy chyba już spali bo słyszałam z góry ciche pochrapywanie xd.''ogarnęłam się'' po czym już w piżamie ruszyłam na górę.Jak to ja zwyklę wieczorem zaczęłam analizowac dzisiejszy dzień.Gdy już zasypiałam usłyszałam  pukanie do drzwi.
-kto-o tam-wybełkotałam leniwie
-hej kochanie,nie śpisz?-to był Lou
-nie...jeszcze...
- mogę do ciebie przyjśc?? - spojrzał miną typu ''smutny szczeniaczek'' a ja nie mogłam sie nie zgodzic...
-no już choc xd
chłopak z zacieszę na ryju wskoczył na łóżko i zamknął mnie w swoich ramionach. Zasnęłąm......
                                             ***
Hej :D wiem że ten trochę krótki ale słabą wene miałam ;/ ale jutro ukaże się kolejny :D serdecznie dziekuje za wszystkie do tych czasowe komentarze z zapraszam do pisania nowych :****

3 komentarze:

  1. Czekam na kolejny! :3 Kocham tego bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesli caly czas intreresujecie sie moim blogiem to prosze o komentowanie :) bardzo mi zalezy bo zacheta mnie to do pisania

      Usuń